Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotka poleca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotka poleca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2013

Najsmaczniejszy sernik

Sernik należy do naszych ulubionych ciast. Ten, na który przepis odkryłam niedawno,
nie ma sobie równych. Poczęstowała mnie nim moja Mama i od pierwszego spojrzenia
podbił moje serce. To pyszne ciasto jest dziełem znalezionym na blogu Niebieska Pistacja.
Zapewniam, że tak smacznego sernika jeszcze nie jedliście. Teraz, kiedy choć raz spróbujecie,
będzie on często gościł na Waszym stole. Zapewniam. Zauberi, dziękuję Ci za tę wspaniałość.
Podaję przepis niemal w niezmienionej formie. Zawarłam jedynie bardzo drobne modyfikacje,
choć wiem, w wersji pierwotnej jet równie pyszny.



Spód:
• 200 g zwykłych herbatników (u Zauberi ciasteczka digestive).
• 50 g posiekanych orzechów włoskich,
•50 g stopionego masła.

Masa serowa:
• 700g trzykrotnie mielonego twarogu lub twarogu sernikowego.
• 200 g cukru pudru,
• 250 ml ajerkoniaku,
• 3 jajka,
• 3 kopiaste łyżeczki przesianej mąki pszennej,
• 250 g śmietany 12%,
• opcjonalnie: gotowy sos toffi lub stopiona w wodnej kąpieli gorzka czekolada .

Do stopionego masła dodałam pokruszone herbatniki oraz włoskie orzechy. Wymieszałam
dokładnie i wsypałam do tortownicy o średnicy 21 cm (może być większa) wyłożonej
papierem do pieczenia. Lekko ugniotłam, po czym wstawiłam do lodówki.
Wszystkie składniki potrzebne do masy serowej wyjęłam z lodówki na dwie godziny przed
przygotowaniem. Piekarnik rozgrzałam do 150 °C. Ser wymieszałam z cukrem. Cały czas
miksując dodawałam po jednym jajku. Następnie wsypałam mąkę, wlałam ajerkoniak i śmietanę.
Masę przelałam na schłodzony spód. Włożyłam do pieca, piekłam około 70 minut.
Według autorki boki ciasta powinny być ścięte a środek może lekko dygotać Tak też uczyniłam.
Po wystudzeniu wstawiłam na noc do lodówki. Następnego dnia pokroiłam na porcje, oblałam
rozpuszczoną w kąpieli wodnej gorzką czekoladą, udekorowałam polówkami orzechów włoskich
i pudrowymidekoracyjnymi kwiatuszkami. Zapewne niebawem zrobię go jeszcze raz.
Bardzo smacznie polecam :)

czwartek, 14 lutego 2013

Przekąska z kozim serem

Uwielbiam kozi ser, szczególnie Sainte
Maure. Jest pokryty naturalną pleśnią
a jego miąższ - kremowy i delikatny
przyprawia o zawrót głowy.
W domu nikt poza mną go nie jada,
co ani trochę mnie nie martwi ;) Zawsze
mam pewność, że znajduje się na swoim
miejscu, czeka na mnie i zapewni moc
niezwykłych smakowych doznań.
200 g koziego sera Sainte Maure (jedna 
sztuka), słoiczek białych szparagów, 
kilka marynowanych grzybków (u mnie 
kołpaki), garść pestek granatu, 3-4 gałązki
bazylii, kilka listków pietruszki, koperek, oliwa. 
Ser wyjęłam z lodówki przynajmniej 30 minut przed przygotowaniem posiłku.
Pokroiłam na równe kawałki, za każdym razem zwilżając nóż w gorącej wodzie.
Ułożyłam na półmisku wraz z grzybkami, szparagami, pestkami granatu i zieleniną.
Skropiłam oliwą. Szybko, prosto, pysznie.
Zalecenia: usiąść wygodnie, zapalić pachnącą świeczkę, włączyć ulubioną muzykę,
wyłączyć telefon i rozkoszować się smakiem... Dobrego wieczoru :)))
Bardzo smacznie polecam :)

wtorek, 10 lipca 2012

PANKO - niezwykła panierka

Chrupkie pszenno-drożdżowe
płatki to japońska wersja bułki tartej.
Do panierowania mięs, ryb, krewetek,
warzyw i wszelkich innych rzeczy.
Jest doskonała - wprowadzam ją
na stałe do mojej kuchni.
Panko można zdobyć w sklepach
z orientalną żywnością.
Wczoraj przygotowałam paluszki
z piersi kurczaka. Były wspaniałe :)
Lekkie, chrupiące i soczyste.
2 piersi kurczaka bez skóry, 2 ząbki 
czosnku, sól, papryka słodka, biały 
pieprz, 2 łyżki soku z cytryny, chlust oliwy, jajko, mąka, panierka Panko. 
Mięso umyłam, osuszyłam i pokroiłam w cienkie paski. Oliwę wymieszałam z sokiem
z cytryny, solą, pieprzem, papryką i pokrojonym drobno czosnkiem.
Marynatą zalałam mięso, wstawiłam na noc do lodówki.
Piersi obtaczałam w mące, rozmąconym jajku i w płatkach japońskiej panierki.
Smażyłam w średnio głębokim tłuszczu.
Paluszki zachowały chrupkość nawet po 3-4 godzinach od wystygnięcia.
Bardzo smacznie polecam :)

środa, 21 marca 2012

Duszona szynka w sosie Amaretto

Od niedawna jestem szczęśliwą
posiadaczką wysokiej jakości
patelni ceramicznej.
Przygotowałam już za jej pomocą
kilka potraw. Jest fantastyczna.
Stabilna, mocna i wyważona.
Nic do niej nie przywiera więc
bez problemu można smażyć
na niej bez tłuszczu. Bardzo łatwo
się myje i cały czas wygląda
jak nowa.
Postanowiłam zaprezentować
dziś duszoną szynkę wieprzową
w pysznym, lśniącym, aksamitnym sosie z Amaretto. Do sporządzenia potrawy
wykorzystałam właśnie ceramiczną patelnię.
400 g wieprzowej szynki, marchew, mała pietruszka, cienki plasterek selera,
sól morska, pieprz ziarnisty, liść laurowy, 2 ziarna ziela angielskiego, gałązka
kolendry, 70 ml likieru Amaretto.
Szynkę umyłam, oczyściłam z niepotrzebnych błon i osuszyłam. Pokroiłam
na cztery porcje. Kawałki mięsa obsmażyłam na patelni nie używając tłuszczu.
Do rumianych plastrów włożyłam marchew, seler, pietruszkę i przyprawy
bez soli. Wlałam szklankę wody, przykryłam, dusiłam na maleńkim ogniu.
Po 30 minutach wsypałam sól i dusiłam dalej do miękkości.
Szynka, warzywa i gama przypraw wytworzyła treściwy, klarowny sos
a właściwie bulion. Przecedziłam go przez gęste sito. Miękkie mięso odłożyłam
na kilka chwil. Wywaru było dosyć dużo dlatego część zachowałam, a szklankę
płynu wlałam z powrotem do patelni. Gotowałam parę minut. Kiedy część
sosu odparowała wlałam Amaretto i trzymałam nadal na ogniu, by alkohol
ulotnił się pozostawiając smak i zapach.
Mięso ponownie włożyłam do patelni z sosem, przykryłam.
Sos otulił porcje szynki niczym mityczna Ambrozja.
Obiad podałam z dużymi śrubami makaronu, przybrałam rukolą i koktajlowymi
pomidorkami. Połączenie smaków oczarowało nas. Rozkoszne, zadziorne,
intrygujące i pełne klasy danie.
Bardzo smacznie polecam :)

wtorek, 28 lutego 2012

Jak ugotować jajko w koszulce?

Jajka podaje się na rozmaite
sposoby: na twardo, miękko,
po wiedeńsku, w formie omletu,
jajecznicy, zapiekane, w sosie,
sadzone itd. Wyliczać można
bez końca.
Jajka do gotowania w koszulkach
muszą być bardzo świeże.
Zawsze wcześniej wbijam je na
mały talerzyk, by upewnić się, że
takie właśnie są.
W szerokim garnku gotuję wodę,
dolewam do niej 3-4 łyżki octu,
wsypuje łyżkę soli. Trzymam
talerzyk nad samą powierzchnią
i szybkim ruchem wlewam jajko
do wrzątku. Łyżką zgarniam białko
do środka i gotuję 2-4 minuty w zależności od tego, jakie ma pozostać żółtko.
Po ugotowaniu wyjmuję drewnianą, cedzakową łyżką.
Jest to podstawowy, tradycyjny sposób przyrządzania jajek w koszulkach.
To jednak nie wszystko :)
Okazuje się, że można zrobić to o wiele szybciej i znacznie prościej.

Jakiś czas temu otrzymałam dwie silikonowe miseczki - garnuszki przeznaczone
do gotowania jajek w koszulkach. Wystarczy posmarować je wewnątrz masłem,
albo odrobiną oleju, wbić jajko, położyć na wrzątek i przykryć.
Po 3-4 minutach jajko jest gotowe. Bez problemu wyślizguje się foremki,
ma idealny kształt i zawsze się udaje.
Na opakowaniu jest informacja, że można w nich przyrządzić różne desery,
takie jak panna cotta, czy pudding.
Polecam smacznie i radośnie :)

piątek, 20 stycznia 2012

Pieczone ziemniaki Wilmy Flinstone

Kilka dni temu uczestniczyłam
w przyjemnym i wesołym balu
dla przedszkolaków.
Organizatorzy nie chcąc karmić
dzieci tłustymi frytkami wymyślili,
że podadzą im pieczone ziemniaki.
Cała impreza stylizowana była
na wzór bajki "Flinstonowie".
Urzekły mnie ciekawe potrawy,
wymyślne nazwy, kształty
i ciekawy sposób serwowania dań.
Prezentuję dziś ziemniaki - specjał
żony sympatycznego jaskiniowca.
Kilka w miarę równych ziemniaków wyszorowałam i przez 10 minut
gotowałam w łupinach. Wystudziłam, obrałam ze skóry i nożem w kształcie
litery V przekroiłam na pół. Spryskałam oliwą, posypałam morską solą,
pieprzem i rozmarynem. Upiekłam w piekarniku do miękkości.
Podałam z bukietem surowych warzyw i sosem czosnkowym.
Bardzo smacznie polecam :)

I Yabba - Dabba Do!

środa, 15 czerwca 2011

Kociewskie Bómbómki z dekla

Wspaniały smak dzieciństwa,
niezapomniany i jedyny
w swoim rodzaju.
Kilka lat zajęło mi szukanie
i odtwarzanie tego przepisu.
Udało się po wielu trudach
i eksperymentach.
Bómbómki z dekla czyli
domowe cukierki serwowane
na emaliowanej pokrywce
od garnka :)
Przyrządzał je mój Tata.
Raz wychodziły ciągnące,
innym razem kruche a kiedy indziej szkliste.
Są doskonałe, wyjątkowe, najlepsze :)
Do moich cukierków dodałam ziarna nieoczyszczonego sezamu.
W domu jedliśmy je najczęściej z makiem, albo bez żadnych dodatków.
Mam kilka wersji tego specjału, ale ze względu na moich najbliższych,
będę stopniowo dozować treści ;)
Potrzebne składniki: 250 ml słodkiej śmietany 18%,
2 szklanki cukru,
2 łyżki masła (ja użyłam masła klarowanego)

4-5 łyżek sezamu.
W garnku roztopiłam masło, wsypałam cukier, wymieszałam
drewnianą łyżką i od razu wlałam śmietanę, by nie doprowadzić
do zbrązowienia cukru. Gotowałam na średnim ogniu około
45 minut cały czas mieszając. Masa nieustannie wrzała,
stopniowo gęstniała i przybierała coraz ciemniejszą barwę.
Wsypałam sezam, gotowałam jeszcze chwilę.
Niestety nie mam w domu emaliowanych pokrywek,
posiadam na szczęście emaliowaną miseczkę.
Natłuściłam ją olejem i wlałam do niej gorącą masę.
Odstawiłam do wystygnięcia.
Pokroiłam ostrym nożem, obtoczyłam w sezamie, ułożyłam
w papierowych papilotkach.
Bómbómki wyszły mi lekko ciągnące, przypominają trochę
krówki "mordoklejki". Przechowuję je w lodówce.
Udało mi się w pełni odtworzyć smak dzieciństwa :)
Polecam serdecznie i radośnie.
Smacznego :)

wtorek, 24 maja 2011

Wiosenne grillowanie

Ogromną przyjemność
sprawia mi przebywanie
na świeżym powietrzu.
Potrawy przygotowywane
pod otwartym niebem
są zniewalająco pyszne
a radość ich smakowania
niezmierzona.
W przyjaznym gronie
postanowiliśmy pożywić się
przy grillu. Składnikami
przeznaczonymi na ruszt
były w zdecydowanej większości warzywa i owoce.
Zatem: kolorowa papryka, cukinia, bakłażan, cebula,
ziemniaki, seler, brokuły, ananas, gruszki, banany, cytryny a nawet boczniaki.
Część produktów zawijałam w folię aluminiową,
dokładałam po 3-4 suszone śliwki lub rodzynki i piekłam
zachowując tym samym wszystkie soki, które wzbogacone słodyczą
z suszonych owoców pochłanialiśmy z apetytem.
Te, które piekły się bezpośrednio na grillu smarowałam oliwą
i skrapiałam winem. Aromat i smakowe doznania pozostawiły tęsknotę
za kolejnym spotkaniem połączonym z tak znakomitą degustacją.
Zachęcam do grillowania :)

sobota, 19 lutego 2011

Romantyczne witrażyki

Na uroczystym stole
nie powinno zabraknąć
świeczek. Lubię szczególnie
te małe, herbaciane.
Zapalam często, nie tylko
do kolacji czy świątecznego
obiadu.
Witrażyk, który zrobiłam,
stanowi wyjątkową ozdobę.
Co więcej, cudnie pachnie
i jest jadalny.
Z podanych składników wyszedł mi
jeden świecznik.
5 dag masła, płaska łyżeczka mielonego imbiru, 11 dag mąki pszennej,
5 dag cukru, 2 łyżeczki mleka, 8-12 kolorowych landrynek, 10 dag pasty
marcepanowej lub migdałowej.
W miseczce utarłam masło, mąkę i imbir. Dodałam cukier i mleko.
Zagniotłam ciasto, wstawiłam do lodówki na godzinę.
W międzyczasie w moździerzu utłukłam landrynki - każdy kolor oddzielnie.
Ucierałam je tak długo, aż przybrały konsystencję cukru.
Ciasto rozwałkowałam. Za pomocą noża - falbanki wycięłam cztery
równe kwadraty o bokach około 7 cm.

W każdym z nich wycięłam
foremką serduszko.
Kwadratowe ciastka ułożyłam
na blaszce wyłożonej papierem
do pieczenia. Serduszkowe okienka
wypełniłam rozgniecionymi
landrynkami. Wstawiłam
do piekarnika rozgrzanego
do 180°C, piekłam około 10 minut.
Ciasto przybrało złocistą barwę,
a cukierki roztopiły się.
Wyjęłam z piekarnika, odstawiłam
do całkowitego wystygnięcia. Rozpuszczony cukier bardzo szybko
zastyga i łatwo odkleja się od pergaminowego papieru.
Marcepanową masę rozwałkowałam, tworząc okrągły placek.
Za pomocą grawerowanego wałka nadałam mu odpowiednią fakturę.
W podstawę z marcepana wbiłam ciasteczka, w środek włożyłam świeczkę.
Efekt rewelacyjny :)
Bardzo serdecznie, smacznie i nastrojowo polecam.

środa, 16 lutego 2011

Rogaliki z konfiturą z płatków róży

Jestem dziś w doskonałym
nastroju :) W dużym stopniu,
za sprawą wyśmienitych
rogalików.
Od dawna zbierałam się
do upieczenia typowo
karnawałowych specjałów.
Długo szukałam wyjątkowej
receptury. Rewelacyjny przepis
znalazłam w książce autorstwa
Pani Krystyny Gierszewskiej
pt: "Dawne smaki Kociewia".
Rogaliki są, a raczej były tak pyszne, że postanowiłam zrobić je
raz jeszcze, tym razem, z podwójnej ilości składników :D
Poniżej podstawowy przepis:
0,5 kg mąki pszennej, 25 dag masła, jajo, 2 łyżki cukru, 5 dag drożdży,
5 łyżek kwaśnej śmietany, 2 łyżki oleju, szczypta soli,
25 dag konfitury z płatków róży, 10 dag cukru do polukrowania.
Drożdże wymieszać z łyżeczką cukru i odstawić do wyrośnięcia.
Mąkę i masło posiekać, zagnieść z pozostałymi składnikami i drożdżami.
Ciasto wstawić do lodówki, a gdy wyrośnie, jest gotowe.
Porcjami rozwałkować nie za cienko w okrągły placek.
Radełkiem pokroić na osiem trójkątów. Nałożyć konfiturę
i uformować rogaliki. Upiec i polukrować.

Jestem zachwycona i cudownie
rozanielona tym smakiem.
Rogaliki pięknie się prezentują
a ich wspaniały aromat
rozkosznie wabi wszystkich
w promieniu kilkunastu metrów :)
Bardzo smacznie polecam
i zachęcam do pieczenia.
Smacznego.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Rodzynki w rumie

Proponuję ciekawy dodatek
do rozmaitych potraw.
Rodzynki nasączone rumem
wykorzystuję do ryb,
smażonego i pieczonego mięsa,
sosów wytrawnych, słonych
i słodkich, do przekąsek,
do dekoracji deserów
oraz do przyrządzania koktajli.
Używam rodzynek sułtańskich.
Są duże, jędrne i apetyczne.
Myję je dokładnie pod bieżącą
wodą, by pozbyć się ewentualnych zanieczyszczeń. Następnie przekładam
do słoiczka i zalewam wysokoprocentowym rumem, bądź ginem.
Kiedy owoce wchłoną część płynu, dolewam go do pełna,
zamykam szczelnie i odstawiam do lodówki.
:)

wtorek, 5 października 2010

Camembert smażony z sosem owocowym

Prezentuję danie eleganckie
zaskakujące i doskonałe.
Szczególnie dla tych,
którzy podobnie jak ja
uwielbiają rozkoszować się serami.
Najpierw przygotowałam sos.
Pół szklanki treściwego, wołowego
rosołu podgrzałam, dodałam
łyżkę rodzynek, dwie suszone gruszki
pokrojone w średnią kostkę,
pięć moreli, które pokroiłam
w szerokie paski
i dwa plasterki ananasa z puszki.
Doprawiłam łyżeczką soku z cytryny, czterema łyżkami soku z ananasów
i kilkoma ziarnami zielonego pieprzu.
Zagęściłam małą łyżeczką mąki ziemniaczanej.
Camembert naturalny przekroiłam na pół. Garstkę dyni i słonecznika
uprażyłam na patelni z niewielką ilością morskiej soli.
Wewnętrzną stronę krążka zanurzyłam w złocistych ziarnach,
docisnęłam by dokładnie przywarły do sera.
Panierowałam w mące, rozmąconym jajku i bułce tartej.
Smażyłam na rozgrzanym oleju z obu stron, delikatnie odwracając,
żeby nie rozerwać zewnętrznej struktury.
W przeciwnym razie ser wyciekłby na zewnątrz i nie byłoby efektu.
Potrawę podałam z falbanką ze świeżego ogórka,
z ogórkiem konserwowym słodko-kwaśnym i z surówką z marchewki.

Podzielę się jeszcze pomysłem na własne kostki przyprawowe.
Za każdym razem kiedy gotuję rosół, albo inny treściwy wywar
mięsny, grzybowy bądź warzywny, odlewam szklankę, dwie i studzę.
Następnie przelewam go do pojemników na lód,
albo do małych pudełeczek po jogurtach. Mrożę.
W każdej chwili mogę wyjąć z zamrażalnika, doprawić zupę, sporządzić sos
lub jakiekolwiek inne danie.
Kostek kupionych nie używam już właściwie wcale.
Własne są o niebo lepsze i zdrowsze.
:)

poniedziałek, 20 września 2010

Pomidory - źródło witamin

Pochodzą z Ameryki Południowej.
Dzikie formy tej rośliny do dziś
można spotkać w Peru,
na Wyspach Kanaryjskich
i na Filipinach.
Niedługo po odkryciu Ameryki
sprowadzono je do Europy.
Przez długi czas były hodowane
jako roślina ozdobna.
Do Polski pomidory sprowadziła
królowa Bona.
Są bogatym źródłem witamin
i substancji odżywczych. Zawierają dużo karotenu,
witaminy C, K, E, B1, B2, B3, B6, kwas foliowy i biotynę.
Posiadają mnóstwo składników mineralnych takich jak potas, sód, fosfor,
magnez, wapń, żelazo, miedź, cynk i mangan.
Ogromną zaletą pomidorów jest obecność likopenu. To cenny antyutleniacz,
który nadaje im czerwony kolor. Dostarczają niewielu kalorii
i są zasadotwórcze. Są nieocenione w dietach przeciw otyłości, w cukrzycy,
reumatyzmie, zapaleniu stawów, dnie, chorobach nerek i serca.

Szybka przekąska, zastrzyk energii i dobrego humoru - czyli
pomidory sparzone, obrane ze skórki i pokrojone w cząstki.
U mnie z dodatkiem piórek białej cebuli, przybrane bazylią.
Doprawione solą, cytrynowym pieprzem i oliwą.
Dobrego dnia życzę wszystkim :)

wtorek, 7 września 2010

Gdzie ta keja...

Miniony weekend spędziliśmy
żeglując po jeziorze Jeziorak.
Fantastyczna forma czynnego wypoczynku.
Pogoda była cudowna,
mnóstwo rozmaitych łódek i jachtów,
widoki zachwycające,
ludzie otwarci, życzliwi i sympatyczni.
Jeziorak jest jeziorem rynnowym.
Charakteryzuje się stromymi brzegami,
jest wąskie, głębokie i długie.
To najdłuższe oraz szóste
pod względem powierzchni jezioro w Polsce.
Położone jest na Pojezierzu Iławskim.


Na Jezioraku znajduje się
mnóstwo urokliwych półwyspów
i zatok, a także szesnaście wysp.
Największe z nich to Wielki Bukowiec
i Wielki Ostrów - ponoć największa
wyspa śródlądowa Europy.



Wodny zbiornik jest schronieniem
i źródłem pożywienia dla
wielu gatunków ptaków, ryb
i innych stworzeń - także dla człowieka.
Żyją tu między innymi węgorze, karasie,
szczupaki, okonie, leszcze, płocie,
karpie, sandacze i sumy.


Popularne ptaki zamieszkujące
okolice Jezioraka to kaczki,
trzcinniczki, perkozy, bąki i łyski.
Żyją tu też kormorany, czaple,
łabędzie, bieliki, rybołowy,
żurawie i kokoszki.



Zachwycaliśmy się urokliwą przyrodą,
pięknem stworzenia.
Potężne chmury niekiedy łagodne,
piękne i przyjazne, ale też
przerażające, ogromne,
nieokiełznane i tajemnicze.



Po wielu godzinach spędzonych
na wodzie, targani wiatrem,
skupieni na sterowaniu,
mieliśmy ochotę na prosty,
prędki, nieskomplikowany posiłek.
Usmażyłam kiełbaski z cebulą,
które cieszyły się ogromną
popularnością wśród całej załogi.


Jacht jest na tyle duży, że
bez problemu pomieści 6-7 osób.
Można przygotować na jego pokładzie
przyzwoity, nawet dwudaniowy obiad,
wyspać się porządnie, pobawić.
Jestem zachwycona tym rejsem,
z pewnością jeszcze wiele razy
wrócę na jeziora... :)


Po wielu przygodach, godzinach
cudownego relaksu,
nadszedł czas powrotu.
Wpływaliśmy do Iławy zauroczeni
pięknym zachodem słońca.
To takie widoki, takie przeżycia,
które w niekontrolowany sposób
zaciskają gardło, pozwalają radować się
pięknem otaczającego nas świata...

Wspomnienie radosnych chwil żyje we mnie.
Pozwoli mi zapewne spokojnie przeżyć najbliższe dni.
Za chwilę muszę stawić się w miejscu, które nie wywołuje uśmiechu na twarzy.
Wiem jednak, że to tylko trzy, cztery doby i niebawem wrócę do domu
w zapewne bardzo dobrej formie :)

Dla wszystkich, którzy lubią szanty, znana piosenka.
Ahoj !!!!!!

sobota, 5 czerwca 2010

W obiektywie Psotki

Wiosna jest wyjątkową porą roku.
Zachwyca mnie soczystą zielenią listków, trawy,
barwami i wonią kwiatów.
Pogoda dopisuje, przynajmniej tu, w okolicach Trójmiasta.
Zachęceni bezchmurnym niebem, świergotem ptaków
i zapachem świeżo skoszonej trawy, wybraliśmy się do Parku Oliwskiego.
Nie byłam tam blisko dziesięć lat, dlatego z ogromną radością,
podążałam do tego niezwykłego miejsca.



To przepiękny Park. Oaza spokoju, ciszy, absolutnej równowagi,
w samym centrum hałaśliwego miasta.



Na terenie Parku znajduje się okazała Palmiarnia.
Rosną w niej gatunki wielu egzotycznych roślin.



Jest także ogród botaniczny, grota szeptów i wiele innych interesujących rzeczy.
Grota szeptów, to dwie akustyczne muszle, ustawione precyzyjne naprzeciw siebie.
Ich sekret polega na tym, że kiedy dwie osoby staną tyłem do siebie,
każda w innej muszli, to mogą komunikować się ze sobą, mówiąc szeptem.



Znajduje się tu także bardzo sympatyczna altanka, jedno z miejsc,
za którym przepadają zakochani.
W tyle płynie rzeczka, która jest domem i schronieniem dla kaczek, łabędzi i innych zwierząt.

Zachęcam serdecznie.
Przy okazji pobytu w Trójmieście, warto odwiedzić Park Oliwski.
Dobre wspomnienia z pewnością pozostaną w Was na długo.
:)

niedziela, 21 marca 2010

Moździerz - dobrodziejstwo

Mój ulubiony sprzęt kuchenny to moździerz.
Wspominam o nim, gdyż używam go często
i jestem bardzo zadowolona z tego,
w jak wspaniały sposób mi służy.
Przez długi czas szukałam moździerza na straganach ze starociami, na rynkach,
w sklepach, nawet w aptekach - nigdzie nie mogłam znaleźć takiego, który by mi odpowiadał.
Kilka miesięcy temu,
otrzymałam w prezencie ten wymarzony -
z czarnego marmuru.
Solidny, ciężki, pojemny i bardzo praktyczny.
Dziś właśnie, wykorzystałam skórę z cytryn, które zjadałam.
Pokroiłam ją w cząstki i porządnie utłukłam w moździerzu z pistacjowymi orzechami, zielonym pieprzem, oliwą i miodem.
Masę przełożyłam do słoiczka. Teraz leżakuje i niezmiernie kusi mnie swoim wyglądem i aromatem.
Tak więc, powstała kolejna przyprawa do moich potraw :)

środa, 3 marca 2010

Żyworódka

Hoduję żyworódkę ponad trzy lata.
Mam ją na każdym parapecie,
jest nawet w kuchni.
W tym czasie zdążyłam poznać jej niezwykłe właściwości
na sobie, na najbliższych i znajomych.
Roślinka ta jest łatwa w hodowli,
szybko rośnie i równie szybko się rozmnaża.
Na obrzeżach jej liści,
wyrastają maleńkie roślinki - rozmnóżki, które odpadają i same zakorzeniają się w ziemi.
Wyczytałam gdzieś, że pochodzi z Madagaskaru, rośnie w Ameryce Południowej,
w Chinach i Indiach.
Ma mnóstwo właściwości leczniczych. Można stosować ją zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie.
Z jej liści można zrobić sok, nalewkę na spirytusie do smarowania lub picia, maść.

Badania naukowe potwierdziły, że:
- regeneruje i przyspiesza pokrywanie się ran świeżym naskórkiem.
- zmniejsza obrzęki i miejscowe przekrwienie,
- działa przeciwzapalnie,
- zwiększa siły obronne organizmu,
- leczy trudno gojące się rany, oparzenia i odleżyny,
- leczy stany zapalne błon śluzowych, paradontozę i zapalenie spojówek,
- wzmacnia serce,
- poprawia i reguluje układ krążenia,
- wskazana jest po przeszczepach skórnych w formie okładów z liści,
- zapobiega wirusom, grzybom i bakteriom,
- pomaga przy regeneracji organizmu po chemioterapii i radioterapii.

Wiem, że ma jeszcze wiele innych właściwości.

niedziela, 14 lutego 2010

Cytrynowa namiętność

Udało mi się kupić dziś piękne, dojrzałe cytryny z dosyć grubą skórką. Takie lubię najbardziej. Siadam w pokoju przy stole, obieram je i zjadam jak jabłko.
Niekiedy kroję w plasterki, obtaczam w cukrze i dopiero spożywam. Bardzo lubię cytryny – tygodniowo kupuję ich około 5-6 kilogramów, wszystkie pochłaniam z wielkim smakiem.
Moi najbliżsi nie podzielają mojej pasji. Jak większość ludzi reagują na taki widok wykrzywioną miną i niedowierzaniem.

Wyczytałam kiedyś, że cytryna jest cennym lekarstwem zapobiegającym różnym dolegliwościom.
Jej właściwości antyseptyczne oraz czyszczące są cenne dla tych wszystkich, którzy są podatni na takie choroby jak stwardnienie tętnic, infekcje oraz gorączkę.
Zdolności cytryny do wzmacniania ścian naczyń krwionośnych pomagają w zapobieganiu chorób układu krążenia oraz krwawiącym dziąsłom. Cytryna jest również pożyteczna jako ogólny środek odżywczy pomocny w wielu chorobach przewlekłych.

Sok z cytryny jest dobry na przeziębienia, grypy, szkarlatynę, infekcje klatki piersiowej. Działa również jako środek odżywczy i wspomagający wątrobę oraz trzustkę, poprawia apetyt oraz pomaga w łagodzeniu kwasowości żołądkowej, wrzodów, artretyzmu, skazy moczanowej oraz reumatyzmu.

Lubię też skórkę. Kroję ją drobno, zalewam miodem lub zasypuję cukrem i odstawiam do lodówki. Po kilku tygodniach mam rewelacyjny dodatek do herbaty.

W mojej kuchni cytryna zajmuje szczególne miejsce. Nie może jej zabraknąć, podobnie jak oliwy, octu balsamicznego i pepperoni.
Ależ narobiłam sobie smaku ;) Czas sięgnąć po kolejną cytrynkę.