Raz jeszcze proponuję mielone mięso w obiadowej potrawie. Tym razem
zupa treściwa, dająca mnóstwo energii przed lub po wyczerpującym spacerze
na przykład brzegiem morza, lasem lub uliczkami ukochanego miasta.
Po naszej wędrówce byliśmy tak zmęczeni, że mieliśmy ochotę na prosty
i szybki posiłek. Pomimo pięknie świecącego słońca wiał silny wiatr, który
dominował pogodę czyniąc ją nieprzyjazną i paskudnie zimną. Trudno było
uwierzyć, że to maj i wiosna w pełni. Na szczęście tak prozaiczne sprawy
nie są w stanie zepsuć naszych szampańskich nastrojów.
Zupa:
• 1200 ml rosołu z udek kurczaka i pręgi wołowej,
• dwie marchewki ugotowane w wywarze,
• 8-10 ziemniaków,
• kminek,
• pieprz i sól,
• rozmaryn,
• macierzanka.
Pulpety:
• 300 g wieprzowej łopatki,
• 250 g wołowego antrykotu bez kości,
• 40 g tartego parmezanu,
• pęczek natki pietruszki,
• 2 łyżki bułki tartej,
• 2-3 jajka,
• 30 ml zimnej wody,
• łyżeczka mąki ziemniaczanej,
• pieprz i sól,
• majeranek,
• ząbek czosnku.
Do wrzącego wywaru (uprzednio porządnie przecedzonego) włożyłam obrane, umyte
i niedbale pokrojone ziemniaki. Gotowałam tak długo, aż zrobiły się miękkie.
Następnie zmiksowałam, doprawiłam świeżo utłuczonym białym pieprzem, odrobiną
soli, kminkiem, rozmarynem i macierzanką.
Mięso na pulpety zmieliłam, wbiłam jajka, dodałam parmezan, bułkę tartą, posiekaną
drobno natkę pietruszki, mąkę ziemniaczaną i wodę. Doprawiłam pieprzem, niewielką
ilością soli, majerankiem i przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku.
Wymieszałam dokładnie. Uformowałam nieduże, okrągłe pulpeciki i obsmażyłam
z każdej strony na oleju po czym przełożyłam do nagrzanego piekarnika na 5 minut,
by doszły.
Do talerzy wlałam gorącą zupę, do każdej porcji włożyłam kilka pulpetów, przybrałam
gwiazdkami wyciętymi z marchewki i natką pietruszki, posypałam kminkiem.
Bardzo smacznie polecam :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 maja 2013
środa, 27 marca 2013
Gołąbki bez zawijania
Taką potrawę pamiętam sprzed lat,
jeszcze z rodzinnego domu.
Zawsze lubiłam te kotlety nazywane
także - oszukanymi gołąbkami.
W przedświątecznym pędzie często
brakuje czasu na wyszukane obiady,
dlatego też gołąbki bez zawijania są
fantastycznym pomysłem na smaczny
i szybki posiłek. Są syte i energetyczne,
nie potrzeba do nich dodatków typu
ziemniaki, kasza czy kluski. Można je
odgrzewać i zawsze będą wyborne.
400 g mielonego mięsa (u mnie wołowina
i wieprzowa karkówka), 400 g włoskiej kapusty, 2-3 jajka, strąk czerwonej papryki,
szklanka ugotowanego ryżu, pół szklanki kaszy manny, jedna kajzerka namoczona
w mleku i dokładnie odciśnięta, sól, pieprz, kminek, garść posiekanej natki pietruszki.
Na sos: 500 ml wywaru mięsnego, puszka pomidorów krojonych, 2 łyżki koncentratu
pomidorowego, pieprz, wędzona papryka, estragon, macierzanka i bazylia.
Kapustę poszatkowałam, posoliłam i przełożyłam na sito. Po 25 minutach odcisnęłam.
Do zmielonego mięsa dodałam ryż, jajka, pokrojoną w kostkę paprykę, odciśniętą bułkę,
kaszę mannę i kapustę. Dokładnie wymieszałam. W moździerzu roztarłam pieprz, kminek
i sól kamienną, doprawiłam masę. Na końcu wsypałam natkę, raz jeszcze wymieszałam.
Uformowałam owalne kotleciki, oprószyłam bułką tartą, usmażyłam na złoty kolor.
W międzyczasie przygotowałam sos. Wołowy bulion podgrzałam, zmiksowałam z krojonymi
pomidorami i koncentratem. Gotowałam kilkanaście minut, aż sos zgęstniał. Doprawiłam
wędzoną papryką, pieprzem suszoną macierzanką, bazylią, estragonem i odrobiną soli.
Gorące kotlety - gołąbki ułożyłam na talerzach na liściach sałaty ozdobnej, polałam sosem.
Przybrałam listkami bazylii oraz natką pietruszki, delikatnie skropiłam oliwą.
Bardzo smacznie polecam :)
jeszcze z rodzinnego domu.
Zawsze lubiłam te kotlety nazywane
także - oszukanymi gołąbkami.
W przedświątecznym pędzie często
brakuje czasu na wyszukane obiady,
dlatego też gołąbki bez zawijania są
fantastycznym pomysłem na smaczny
i szybki posiłek. Są syte i energetyczne,
nie potrzeba do nich dodatków typu
ziemniaki, kasza czy kluski. Można je
odgrzewać i zawsze będą wyborne.
400 g mielonego mięsa (u mnie wołowina
i wieprzowa karkówka), 400 g włoskiej kapusty, 2-3 jajka, strąk czerwonej papryki,
szklanka ugotowanego ryżu, pół szklanki kaszy manny, jedna kajzerka namoczona
w mleku i dokładnie odciśnięta, sól, pieprz, kminek, garść posiekanej natki pietruszki.
Na sos: 500 ml wywaru mięsnego, puszka pomidorów krojonych, 2 łyżki koncentratu
pomidorowego, pieprz, wędzona papryka, estragon, macierzanka i bazylia.
Kapustę poszatkowałam, posoliłam i przełożyłam na sito. Po 25 minutach odcisnęłam.
Do zmielonego mięsa dodałam ryż, jajka, pokrojoną w kostkę paprykę, odciśniętą bułkę,
kaszę mannę i kapustę. Dokładnie wymieszałam. W moździerzu roztarłam pieprz, kminek
i sól kamienną, doprawiłam masę. Na końcu wsypałam natkę, raz jeszcze wymieszałam.
Uformowałam owalne kotleciki, oprószyłam bułką tartą, usmażyłam na złoty kolor.
W międzyczasie przygotowałam sos. Wołowy bulion podgrzałam, zmiksowałam z krojonymi
pomidorami i koncentratem. Gotowałam kilkanaście minut, aż sos zgęstniał. Doprawiłam
wędzoną papryką, pieprzem suszoną macierzanką, bazylią, estragonem i odrobiną soli.
Gorące kotlety - gołąbki ułożyłam na talerzach na liściach sałaty ozdobnej, polałam sosem.
Przybrałam listkami bazylii oraz natką pietruszki, delikatnie skropiłam oliwą.
Bardzo smacznie polecam :)
niedziela, 17 marca 2013
Schabowe roladki z tatarem i wątróbką
Wyborny obiad na niedzielę,
ogromna gama smaków schowana
w niedużych roladkach, rozkosz
dla podniebienia. W połączeniu
z białą kapustą zasmażaną i kaszą
jęczmienną, zraziki tworzą niezwykle
smaczną kompozycję. Sos jak zwykle
podałam oddzielnie, gdyż nie lubię
nieładu na talerzu. Każdy polewa sobie
sam - jak chce i ile chce.
Farsz: 230 g polędwicy wołowej, 2 żółtka,
łyżeczka musztardy sarepskiej, jeden
filet anchovies, łyżka oliwy, biały pieprz,
230 g drobiowej wątróbki, 3-4 ogórki konserwowe, jedna czerwona cebula.
Ponadto: 700 g schabu bez kości, 2 szklanki wywaru mięsnego lub wody,
sól, pieprz ziołowy, łyżeczka mąki, łyżeczka masła, chlust oleju.
Polędwicę umyłam, osuszyłam, oczyściłam z błon i zmieliłam wraz z filetem anchovies.
Dodałam żółtka, musztardę, oliwę i świeżo utłuczony pieprz. Dokładnie wymieszałam,
przykryłam i schowałam do lodówki na 30 minut, by smaki się przegryzły.
Schab umyłam, osuszyłam, pokroiłam na równe kawałki. Rozbiłam cienko, oprószyłam
solą i ziołowym pieprzem. Odłożyłam na kilka chwil.
Wątróbkę umyłam, oczyściłam i pokroiłam w drobną kostkę. Cebulę pokroiłam w piórka
a ogórki w paski. Porcje schabu posmarowałam tatarem, obłożyłam wątróbką, ogórkiem
i cebulą. Zwinęłam jak zrazy, spięłam wykałaczkami.
W głębokiej patelni rozgrzałam olej, krótko obsmażyłam mięso z każdej strony.
Wlałam mięsny wywar, przykryłam. Dusiłam na maleńkim ogniu około 20-30 minut.
Zraziki wyjęłam, sos przecedziłam po czym zagęściłam go zasmażką z mąki i masła.
Z roladek usunęłam wykałaczki, włożyłam z powrotem do sosu. Podałam z kaszą
jęczmienną i zasmażaną kapustą. Sos przelałam do sosjerki.
Bardzo smacznie polecam :)
ogromna gama smaków schowana
w niedużych roladkach, rozkosz
dla podniebienia. W połączeniu
z białą kapustą zasmażaną i kaszą
jęczmienną, zraziki tworzą niezwykle
smaczną kompozycję. Sos jak zwykle
podałam oddzielnie, gdyż nie lubię
nieładu na talerzu. Każdy polewa sobie
sam - jak chce i ile chce.
Farsz: 230 g polędwicy wołowej, 2 żółtka,
łyżeczka musztardy sarepskiej, jeden
filet anchovies, łyżka oliwy, biały pieprz,
230 g drobiowej wątróbki, 3-4 ogórki konserwowe, jedna czerwona cebula.
Ponadto: 700 g schabu bez kości, 2 szklanki wywaru mięsnego lub wody,
sól, pieprz ziołowy, łyżeczka mąki, łyżeczka masła, chlust oleju.
Polędwicę umyłam, osuszyłam, oczyściłam z błon i zmieliłam wraz z filetem anchovies.
Dodałam żółtka, musztardę, oliwę i świeżo utłuczony pieprz. Dokładnie wymieszałam,
przykryłam i schowałam do lodówki na 30 minut, by smaki się przegryzły.
Schab umyłam, osuszyłam, pokroiłam na równe kawałki. Rozbiłam cienko, oprószyłam
solą i ziołowym pieprzem. Odłożyłam na kilka chwil.
Wątróbkę umyłam, oczyściłam i pokroiłam w drobną kostkę. Cebulę pokroiłam w piórka
a ogórki w paski. Porcje schabu posmarowałam tatarem, obłożyłam wątróbką, ogórkiem
i cebulą. Zwinęłam jak zrazy, spięłam wykałaczkami.
W głębokiej patelni rozgrzałam olej, krótko obsmażyłam mięso z każdej strony.
Wlałam mięsny wywar, przykryłam. Dusiłam na maleńkim ogniu około 20-30 minut.
Zraziki wyjęłam, sos przecedziłam po czym zagęściłam go zasmażką z mąki i masła.
Z roladek usunęłam wykałaczki, włożyłam z powrotem do sosu. Podałam z kaszą
jęczmienną i zasmażaną kapustą. Sos przelałam do sosjerki.
Bardzo smacznie polecam :)
wtorek, 5 marca 2013
Gulasz orzechowy z borowikami
Soczyste, delikatne mięso otulone
orzechowym sosem zachwyciło
nasze podniebienia. Tak dobrego
gulaszu dawno już nie jadłam a teraz
wiem, że będę wracać do tego smaku
co jakiś czas. Potrawa jest aksamitna,
idealnie gładka i tak pyszna, że zawzięcie
walczymy o dokładkę ;)
Gulasz powstał z gotowanego mięsa
wołowego, z którego poprzedniego
dnia wyczarowałam rosół.
320 g ugotowanego mięsa (u mnie
wołowa pręga i rostbef), jedna ugotowana
marchewka, 2 szklanki treściwego rosołu, 3 łyżki masła orzechowego, mały słoiczek
marynowanych borowików, garść pestek słonecznika i natka pietruszki do przybrania.
Do wrzącego rosołu włożyłam masło orzechowe, mieszałam trzepaczką aż do całkowitego
rozpuszczenia. Gotowałam kilka minut, by odparować i zagęścić płyn. Mięso pokroiłam
w kostkę, z marchewki wycięłam gwiazdki. Włożyłam do garnuszka z sosem, podgrzewałam
kilka chwil. Dodałam odsączone prawdziwki i zdjęłam z ognia. Pestki słonecznika uprażyłam
na suchej patelni, przesypałam do miseczki do czasu serwowania. Orzechowy gulasz podałam
z ugotowaną na sypko kaszą jęczmienną, kiszonym ogórkiem i kiełkami lucerny.
Bardzo smacznie polecam :)
orzechowym sosem zachwyciło
nasze podniebienia. Tak dobrego
gulaszu dawno już nie jadłam a teraz
wiem, że będę wracać do tego smaku
co jakiś czas. Potrawa jest aksamitna,
idealnie gładka i tak pyszna, że zawzięcie
walczymy o dokładkę ;)
Gulasz powstał z gotowanego mięsa
wołowego, z którego poprzedniego
dnia wyczarowałam rosół.
320 g ugotowanego mięsa (u mnie
wołowa pręga i rostbef), jedna ugotowana
marchewka, 2 szklanki treściwego rosołu, 3 łyżki masła orzechowego, mały słoiczek
marynowanych borowików, garść pestek słonecznika i natka pietruszki do przybrania.
Do wrzącego rosołu włożyłam masło orzechowe, mieszałam trzepaczką aż do całkowitego
rozpuszczenia. Gotowałam kilka minut, by odparować i zagęścić płyn. Mięso pokroiłam
w kostkę, z marchewki wycięłam gwiazdki. Włożyłam do garnuszka z sosem, podgrzewałam
kilka chwil. Dodałam odsączone prawdziwki i zdjęłam z ognia. Pestki słonecznika uprażyłam
na suchej patelni, przesypałam do miseczki do czasu serwowania. Orzechowy gulasz podałam
z ugotowaną na sypko kaszą jęczmienną, kiszonym ogórkiem i kiełkami lucerny.
Bardzo smacznie polecam :)
środa, 20 lutego 2013
Rosół z kaszą jaglaną
tak się nie stanie. Powietrze było
już suche, śnieg stopniał, delikatny
wietrzyk zapowiadał zbliżającą się
powoli wiosnę. Od kilku dni
intensywnie pada biały puch, który
grubą warstwą pokrył całe miasto.
Ponownie zrobiło się mroźno, mokro
i jakże nieprzyjemnie. Nawet kot
znudzony tym stanem zaszył się
pod kołdrą i wystawia nos tylko po to,
aby coś przekąsić, sprawdzić czy
wszystko na swoim miejscu, ospale
przeciągać się i mruczeć leniwie.
Spoglądając na wirujące płatki śniegu zapragnęłam gorącego, aromatycznego rosołu
z marchewką i dużą ilością zielonej natki pietruszki. Pragnienie wcieliłam w czyn
i po kilku godzinach zachwycaliśmy się świątecznym smakiem.
Pół wiejskiej kury, skrzydło indyka, nieduży antrykot, 400 g pręgi wołowej, 4 marchewki,
2 pietruszki, ćwierć selera, opalona cebula, 2-3 liście laurowe, 4 ziarna ziela angielskiego,
łyżeczka nasion kolendry, łyżeczka ziarnistego pieprzu, 4 jagody jałowca, 2 goździki,
2 suszone borowiki, sól kamienna, łyżka wymieszanych ziół: lubczyku, mleczu, pokrzywy,
kurdybanku i koperku.
Do dużego garnka włożyłam umyte mięso, zalałam zimną wodą. Zagotowałam po czym
zmniejszyłam ogień do minimum, tak by leciutko pykało. Po 30 minutach włożyłam umyte
i obrane jarzyny, liście laurowe, kolendrę, pieprz, ziele angielskie, jałowiec, goździki, opaloną
cebulę oraz grzybki. Niespełna dwie godziny później wsypałam sól i ziołową mieszankę.
Gotowałam dalej. Miękką kurę jarzyny oraz indycze skrzydło wyjęłam, a wołowinę dogotowałam
do miękkości. Treściwy bulion przecedziłam przez sito i jałową gazę. Powstał aromatyczny,
klarowny, esencjonalny rosół. Marchewkę pokroiłam w słupki, włożyłam do zupy.
(Część mięsa zjedliśmy na drugie danie z pozostałymi jarzynami, część przeznaczyłam
na pierożki, resztę odłożyłam na kanapki).
Szklankę kaszy jaglanej dokładnie opłukałam, ugotowałam. Gorącą zupę wlałam do miseczek,
w których umieściłam jaglankę. Posypałam natką pietruszki i suszonymi płatkami nagietka.
Bardzo smacznie polecam :)
wtorek, 5 lutego 2013
Kotleciki z soczewicą
soczewicy. Nie mogłam, a może
nie chciałam się do niej przekonać.
Pewnego razu, całkiem niedawno
ugotowałam zupę z marchewki,
ziemniaków, selera, pietruszki oraz
pomidorów. Taka zwykła, powszechna
jarzynówka. Wsypałam jeszcze troszkę
soczewicy i... zakochałam się w niej
od pierwszej łyżki. Nie wiem, jak mogłam
nie używać produktu, który jest pyszny,
zdrowy i daje tak dużo możliwości
przygotowania urozmaiconych potraw.
Kotleciki powstały poprzez połączenie gotowanego mięsa, zielonej soczewicy i kilku innych
rzeczy. Zatopione w pomidorowym sosie są delikatne, soczyste, pożywne i aromatyczne.
300 g ugotowanego mięsa (u mnie gotowana w rosole pręga), szklanka zielonej soczewicy,
średnia cebula, 2-3 jajka, bułka namoczona w mleku, sól kamienna, pieprz, garść posiekanej
natki pietruszki, szczypta suszonej kolendry, lubczyku i hyzopu.
Ponadto: łyżka klarowanego masła, 250 ml wołowego wywaru, 160 ml przecieru pomidorowego,
3 łyżki soku z pomarańczy, kiełki rzodkiewki, gotowana marchewka i sałata do przybrania.
Mięso przepuściłam przez maszynkę. Soczewicę dokładnie opłukałam na sitku, ugotowałam
do miękkości. Po wystudzeniu połączyłam z pręgą. Wbiłam jajka, dodałam odciśniętą bułkę,
natkę, kolendrę, lubczyk i hyzop. W moździerzu roztarłam kolorowy pieprz z kamienną solą,
wsypałam do masy. Całość dokładnie wyrobiłam, uformowałam kotleciki (jeśli powstała masa
jest zbyt rzadka, można dodać łyżkę, dwie bułki tartej, albo mąki orzechowej). Krótko obsmażyłam
na klarowanym maśle, przełożyłam do głębokiej patelni. Zalałam wołowym wywarem, dodałam
przecier pomidorowy i sok z pomarańczy, dusiłam 5-7 minut. Mój rosół był bardzo esencjonalny,
dlatego nie musiałam doprawiać sosu. Kotleciki wyłożyłam na podgrzane talerze, przybrałam
gwiazdkami z ugotowanej marchewki, kiełkami rzodkiewki oraz ozdobną sałatą.
Bardzo smacznie polecam :)
niedziela, 3 lutego 2013
Barszcz ukraiński
mija powoli zostawiając najpiękniejsze
wspomnienia. Obudziło nas słońce,
którego promienie delikatnie otuliły
pokój zapowiadając piękny dzień :)
Po tak rozkosznym przebudzeniu
rozpiera nas energia i ochota, by
jak najbardziej aktywnie spędzić czas.
Świąteczny obiad rozpoczniemy gorącym,
pożywnym i pełnym zdrowia barszczem.
Ukryłam w nim mnóstwo jarzyn i ziół,
które wspólnie tworzą wyborny aromat,
wygląd i smak.
Wywar: pręga wołowa (około 700g), 2 marchewki, pietruszka, plaster selera, cebula, 3 ziarna
ziela angielskiego, duży liść laurowy, łyżeczka ziaren pieprzu, sól kamienna.
Zupa: 2 marchewki, pietruszka, 2 ziemniaki, jeden średni buraczek, puszka białej fasoli,
pół szklanki poszatkowanej białej kapusty, natka pietruszki, po szczypcie: mleczu, pokrzywy,
kurdybanku, bazylii oraz kolendry, niepełna szklanka buraczanego kwasu.
Mięso umyłam, oczyściłam, zalałam zimną wodą i zagotowałam po czym zmniejszyłam ogień
do minimum. Po 40 minutach włożyłam obrane i umyte marchewki, pietruszkę, seler oraz
ziele angielskie, liść laurowy i pieprz. Gdy pręga była prawie miękka wsypałam sól.
Po kolejnych 15-20 minutach wyjęłam jarzyny i mięso. Wywar przecedziłam przez sito
i jałową gazę, wlałam do czystego garnka.
Marchewki, pietruszkę, ziemniaki i surowy buraczek pokroiłam w słupki, włożyłam do gorącego
rosołu. Fasolę opłukałam, dodałam do zupy kiedy jarzyny były al dente. Gotowałam jeszcze
kilkanaście minut. Wlałam kwas buraczany, dodałam zioła, zdjęłam z ognia.
Barszcz rozlałam do podgrzanych miseczek wkładając do każdej porcji cząstki wołowiny.
Bardzo smacznie polecam :)
sobota, 26 stycznia 2013
Rosół świąteczny
znaną zupą świata. Kojarzony
z uroczystościami czy świętami
zawsze jednakowo rozgrzewa,
syci i wybornie smakuje.
Podany z domowym makaronem
nie ma sobie równych.
Przygotowałam go z kombinacji
trzech mięs, jarzyn i przypraw.
Jedna wiejska kura, kawałek wołowej
pręgi i rostbefu (łącznie około 700g),
udo z indyka, 5 marchewek, pół selera,
3 pietruszki, 2 opalone cebule, 4 listki
laurowe, 7 ziaren ziela angielskiego, 7 jagód jałowca, łyżeczka nasion kolendry, łyżeczka
ziarnistego pieprzu, 3 goździki, 3 kawałki suszonych borowików, sól kamienna.
Mięsa dokładnie umyłam i oczyściłam (kurę podzieliłam na części), włożyłam do dużego garnka.
Zalałam zimną wodą i postawiłam na ogniu. Po zagotowaniu zmniejszyłam ogień na minimalny.
Po godzinie delikatnego "pyrkania" włożyłam jarzyny, liście laurowe, ziele angielskie, jałowiec,
kolendrę, pieprz, prawdziwki i goździki. Gdy minęły kolejne dwie godziny wsypałam sól
a po kilku chwilach wyjęłam marchew i kurę, gdyż mięso było już wystarczająco miękkie.
Przez następne 1,5-2 godziny w garnku doszła wołowina.- oraz indyk. Mięso wyjęłam a klarowny
bulion przecedziłam przez sito i jałową gazę. Z marchewek wycięłam gwiazdki. Rosół podałam
z domowym makaronem - dokładny przepis i opis wykonania znajduje się tu: KLIK ☺
Bardzo często, część tak sporządzonego rosołu przelewam do pojemników na lód, albo innych
małych pudełek i po całkowitym wystygnięciu mrożę. Wykorzystuję je później do sosów, często
też doprawiam nimi zupy czy inne potrawy.
Bardzo smacznie polecam :)
Etykiety:
grzyby,
makaron,
rosół,
uroczystości i święta,
warzywa,
Wielkanoc,
wieprzowina,
wołowina,
zupa
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Noworoczny tatar
ostatnia noc... Wszelkie wspomnienia,
emocje, radości, tęsknoty, wzruszenia
i kilka małych łez pakuję cierpliwie,
związuję nicią pamięci i chowam głęboko
w sercu. Otwieram się na nowe wyzwania
i nowe zderzenia z trudną rzeczywistością.
Pełna Miłości, nadziei i wiary odważnie
staram się powitać Nowy Rok i wszystko,
co nam - mnie przyniesie.
Przygotowałam kilka przekąsek, którymi
będziemy rozkoszować się celebrując tę
wyjątkową noc. Tatar - absolutna rozkosz
dla podniebienia. Tym razem w formie sylwestrowych gwiazdek.
600 g świeżej polędwicy wołowej, 5 żółtek, 2 filety anchovies, solidny chlust oliwy,
biały pieprz, łyżka musztardy staropolskiej, płaska łyżeczka papryki, sól, łyżeczka kaparów,
czerwona cebula, duży kiszony ogórek, łyżka soku z cytryny.
Mięso umyłam, osuszyłam i oczyściłam z błon, zmieliłam. Świeże jaja dokładnie umyłam,
sparzyłam, oddzieliłam żółtka od białek. Kapary drobno posiekałam, cebulę i ogórka pokroiłam
w drobną kosteczkę. Filety anchovies utarłam w moździerzu z pieprzem i oliwą.
Polędwicę połączyłam dokładnie z cebulą, ogórkiem, musztardą, kaparami, papryką, solą,
cytrynowym sokiem, żółtkami oraz zawartością moździerza. Z powstałej masy powycinałam
gwiazdki. Każdą porcję ułożyłam na oddzielnym, schłodzonym półmisku.
Przybrałam plasterkami cytryny, roszponką, koperkiem, rodzynkami i czerwoną papryką.
Bardzo smacznie polecam :)
Etykiety:
anchovies,
mięso,
przekąski,
przystawki,
suszone owoce,
tatar,
uroczystości i święta,
wołowina
niedziela, 25 listopada 2012
Na życzenie: "PRL-owe" obiady barowe
bliskich znajomych na pogawędki
przy śledziach i szczupaku :)
Było wesoło, radośnie i zabawnie.
Tematem przewodnim naszych
rozmów były wspomnienia kulinarne.
Wszyscy opowiadali o potrawach
które uwielbiają, za którymi nie bardzo
przepadają, które kojarzą się z okresem
dzieciństwa i pierwszych randek.
Dowiedziałam się jakie menu było
w studenckiej stołówce w Olsztynie,
jakie w Krakowie i co w różnych
częściach Polski podawały na niedzielne
i powszednie obiady nasze Mamy. Pod wpływem tych smacznych opowieści, ulegając namowom
grupy, postanowiłam wprowadzić nową zakładkę do treści mego bloga.
"PRL-owe" obiady barowe - to pomysł Marka :) Błąd jest celowy - proszę nie poprawiać! :)
Wraz z naszymi przyjaciółmi postaramy się przybliżyć, odnowić i zaprezentować najbardziej
popularne i smakowite świąteczne (nie tylko) obiady z zamierzchłych czasów, które i dziś
są uznawane, uwielbiane i ogólnie lubiane :)
Zaczynamy od tradycyjnego kotleta mielonego z tłuczonymi ziemniakami i zasmażanymi
buraczkami. Potrawa, którą prezentuję to wersja exclusive :))
Kotlety: 600 g mięsa (wołowina + wieprzowina), duża cebula, czerstwa bułka namoczona
w mleku, sól i pieprz do smaku, garść posiekanej natki pietruszki, bułka tarta do obtaczania.
Mięso zmieliłam. Połączyłam z jajkami, odciśniętą bułką, natką pietruszki, solą i pieprzem.
Uformowałam okrągłe, płaskie kotlety. Obtoczyłam w bułce tartej, usmażyłam na rumiano
na rozgrzanym oleju. Po usmażeniu wstawiłam na kilka minut do rozgrzanego piekarnika,
by doszły.
Buraczki: 5-6 buraków, duże jabłko, cebula, łyżka chrzanu, sól, pieprz i cukier do smaku.
Buraki umyłam, osuszyłam, owinęłam w folię aluminiową i upiekłam do miękkości
w piekarniku. Kiedy wystygły obrałam ze skóry i starłam na największych oczkach tarki.
Na rozgrzanym oleju zrumieniłam posiekaną cebulę, dodałam starte buraczki.
Kiedy odparowała woda dodałam obrane i pokrojone w kostkę jabłko. Doprawiłam solą,
świeżo utłuczonym pieprzem, cukrem, sokiem z cytryny i chrzanem. Smażyłam jeszcze
kilka chwil, zdjęłam z ognia, przykryłam, odstawiłam, by smaki się przegryzły.
Ziemniaki: ilość ziemniaków zależy od własnych smakowych upodobań.
Ugotowałam je w wodzie z dodatkiem soli. Odcedziłam gdy były miękkie, odparowałam
a następnie potłukłam tłuczkiem dodając łyżkę masła i łyżkę gęstej śmietany 18% .
Bardzo smacznie polecamy :)))
Etykiety:
mięso,
PRL-owe obiady barowe,
surówka,
uroczystości i święta,
wieprzowina,
wołowina,
ziemniaki
sobota, 6 października 2012
Bitki wołowe w sosie pomidorowo - malinowym
Soczyste, rozpływające się w ustach
mięso zatopione w wybornym sosie.
Można wyczuć w nim słońce, którego
promienie pieściły pomidory i maliny
rosnące w ogródku pod lasem...
Takie mięso doskonale komponuje się
z pieczonymi ziemniakami, z ryżem,
z kluskami śląskimi, z ziemniaczanym
piure, z kalafiorem, z brokułami, albo
z fasolką szparagową.
700 g wołowiny zrazowej, cebula,
mała pietruszka, 3 duże malinowe
pomidory, 2 pomidory zwykłe, 150 g malin, 2 marchewki, 2 łyżki mąki, liść laurowy,
2 ziarna ziela angielskiego, szczypta nasion kolendry, łyżeczka kolorowego pieprzu,
po pół łyżeczki: bazylii, tymianku, oregano, cząbru i czarnuszki, sól kamienna do smaku,
2-3 łyżki gęstego syropu malinowego (może być łyżka golden syrup'u).
Mięso umyłam, osuszyłam i pokroiłam w plastry w poprzek włókien. Lekko rozbiłam
tłuczkiem, oprószyłam świeżo utłuczonym pieprzem. Obtoczyłam w mące i obsmażyłam
na rozgrzanym oleju rzepakowym. Rumiane mięso przełożyłam do garnka, zalałam gorącą
wodą. Dodałam marchewki, cebulę, pietruszkę, kolendrę, liść laurowy i ziele angielskie.
Dusiłam na maleńkim ogniu około 2,5 godziny. Gdy bitki zrobiły się miękkie doprawiłam
solą kamienną. Miękką wołowinę wraz z jarzynami wyjęłam a wywar przecedziłam.
Marchewkę pokroiłam w plasterki karbowanym nożem.
W międzyczasie przygotowałam sos. Pomidory pokroiłam na nieduże kawałki, włożyłam
do głębokiej patelni. Dodałam sól i pieprz, dusiłam kilka minut. Kiedy zaczęły się rozpadać
dodałam maliny, chwilę razem smażyłam po czym przetarłam przez gęste sito.
Powstałą pulpę wlałam do klarownego wywaru. Doprawiłam bazylią, cząbrem, tymiankiem,
oregano, czarnuszką, kolorowym pieprzem i malinowym syropem. Wymieszałam.
Do sosu włożyłam bitki, podgrzałam nie doprowadzając do wrzenia.
Podałam z ugotowanym na parze kalafiorem i pieczonymi w folii ziemniakami.
Bardzo smacznie polecam :)
środa, 3 października 2012
Gulasz wołowo - jarzynowy z dynią
mięso gotowane długo na ledwie
migającym ogniu. Solidny posiłek,
o typowo jesiennym smaku i aromacie.
W potrawie wykorzystałam
marynowaną dynię, której ostatni
słoiczek został mi z ubiegłego roku.
650 g wołowej łopatki, 2 marchewki,
cebula, nieduża pietruszka, ćwiartka
selera, liść laurowy, szczypta nasion
kolendry, 2 ziarna angielskiego ziela,
pieprz, sól kamienna, 150 g marynowanej
dyni, 4 łyżki słodkiej śmietanki 12%.
Wołowinę umyłam, osuszyłam i oczyściłam z niepotrzebnych błon. Pokroiłam w 2,5 cm kostkę.
Obsmażyłam partiami na rozgrzanym oleju. Rumiane mięso przełożyłam do garnuszka,
zalałam gorącą wodą, dusiłam powolutku. Po 30 minutach dodałam obrane jarzyny,
opaloną cebulę, liść laurowy, kolendrę i ziele angielskie. Po ponad dwóch godzinach
duszenia, gdy mięso zrobiło się miękkie wyjęłam jarzyny (cebulę wyrzuciłam) i wołowinę
a wywar przecedziłam. Klarowny płyn zmiksowałam z marchewką, selerem i pietruszką.
Powstał aksamitny sos o pięknej barwie. Włożyłam z powrotem mięso, doprawiłam solą
i pieprzem. Podgrzałam nie doprowadzając już do wrzenia. Do potrawy włożyłam dynię
zostawiając kilka kostek do dekoracji. Wlałam śmietankę, delikatnie wymieszałam.
Gulasz podałam z ugotowaną na parze, skropioną oliwą brukselką i tłuczonymi ziemniakami
z koperkiem. Całość przybrałam sałatą, natką pietruszki i pestkami granatu.
Bardzo smacznie polecam :)
piątek, 10 sierpnia 2012
Placuszki z cukini i pikantny gulasz wołowy
Powrót do miejsc radosnych,
pełnych wspomnień i dobrych chwil
był fantastyczny. Ryby świeże, pieczone,
smażone, gotowane na parze, wędzone,
marynowane, zalane oliwą, śmietaną,
serwowane z mleczem, ze śliwkami,
z krewetkami, małżami, owocami
i warzywami. Ach, mam nadzieję, że
jeszcze w tym sezonie ponownie
wybierzemy się na Półwysep.
Te doświadczenia ponownie utwierdziły
mnie w przekonaniu jak piękne jest życie.
Po powrocie do domu przygotowałam obiad, na który składały się cukiniowe placuszki
i pikantny gulasz wołowy z papryką, pomidorami i chili.
Gulasz: 650 g wołowego mięsa zrazowego, papryka czerwona, duża cebula, jedna papryczka
chili, 350 g pomidorków koktajlowych, 2 liście laurowe, 2 ziarna ziela angielskiego,
gałązka kolendry, gałązka lubczyku, gałązka selera, sól kamienna do smaku.
Placuszki: 4 cukinie, 3 jajka, 3 łyżki maki pszennej, sól, pieprz.
Mięso umyłam, osuszyłam, pokroiłam w kostkę. Obsmażyłam partiami na oleju z każdej
strony, by było rumiane. Zalałam wodą tak, by lekko przykrywała kawałki wołowiny.
Dodałam liście laurowe, ziele angielskie, lubczyk, seler i kolendrę. Dusiłam na maleńkim
ogniu około 2,5 godziny.
Pomidorki sparzyłam, obrałam ze skóry, wykroiłam gniazda nasienne.
Paprykę czerwoną pokroiłam w kostkę, cebulę pokroiłam w piórka. Oba warzywa
zasmażyłam na patelni, z dodatkiem chlustu oleju. Pod koniec smażenia dodałam
pozbawioną pestek papryczkę chili i miąższ pomidorów.
Zawartość patelni wlałam do prawie miękkiego mięsa. Doprawiłam kamienną solą,
dusiłam do miękkości.
Cukinie umyłam, osuszyłam i wraz ze skórką starłam na największych oczkach tarki.
Wbiłam jajka, doprawiłam solą, pieprzem, wsypałam mąkę, wymieszałam dokładnie.
Smażyłam nieduże, okrągłe placuszki.
Cukiniowe placki układałam na talerzach, polewałam obficie gulaszem, przybierałam
świeżą papryką i karbowaną natką pietruszki.
Bardzo smacznie polecam :)
poniedziałek, 7 maja 2012
Doskonała przystawka w klarownej galarecie
w ostatnich dniach długiego weekendu.
Kupiłam duży kawałek biodrówki mając
na uwadze chęć przyrządzenia domowej
wędliny. Wyszedł z tego pyszny rosół,
zupa botwinkowa, sałatka, mięso do chleba
i dwa półmiski wspaniałej przystawki :)
Rosół: 1200 g biodrówki z kością, skrzydło
indyka, 350 g antrykotu, 3 marchewki,
pietruszka, ćwiartka selera, opalona cebula,
2 liście laurowe, 4 ziarna ziela angielskiego,
szczypta nasion kolendry, 2 goździki,
mała gałązka świeżego lubczyku, kawałek
suszonego borowika, pół łyżeczki pieprzu ziarnistego, szczypta soli kamiennej.
Mięso umyłam, zalałam zimną wodą, zagotowałam. Tuż po zawrzeniu zmniejszyłam ogień
do najmniejszego. Gotowałam pod przykryciem. Po 20-30 minutach włożyłam obrane
jarzyny, wsypałam przyprawy. Wywar delikatnie pyrkał na gazie jeszcze ponad godzinę.
Miękkie mięso i warzywa wyjęłam a płyn przecedziłam przez sito i podwójną gazę.
Powolny proces gotowania spowodował, że rosół pozostał złocisty i przejrzysty.
Galareta: 600 ml rosołu, gotowana marchewka, 2 jajka ugotowane na twardo, pół małego
słoiczka marynowanych szparagów, 8 zielonych oliwek i 8 czarnych, 8 plasterków papryczki
peperoni, kilka gałązek natki pietruszki, kilka listków świeżego majeranku.
Gorący rosół wlałam do rondelka. Połączyłam z 4 łyżeczkami żelatyny, wymieszałam dokładnie,
odstawiłam do wystygnięcia. Część biodrówki pokroiłam elektrycznym nożem w cienkie kawałki.
Z marchewki wykroiłam gwiazdki, obrane jajka pokroiłam w plastry gilotynką, natkę i majeranek
opłukałam i osuszyłam. Wszystkie składniki ułożyłam na półmiskach tworząc dwie różne
kompozycje. Zalałam tężejącą galaretą, wstawiłam do lodówki.
Bardzo smacznie, wiosennie polecam :)
Etykiety:
drób,
galareta,
jajka,
oliwki,
przystawki,
rosół,
szparagi,
uroczystości i święta,
Wielkanoc,
wieprzowina,
wołowina
piątek, 30 marca 2012
Zupa z przemytu
Pyszna, zdrowa, aromatyczna
zupka, pełna warzyw i dobrego
mięsa. Degustujący ją goście,
w pierwszej chwili sądzili, że to
pomidorowa. Mylili się bardzo.
Złudzenie najpopularniejszej zupy
dawały zmiksowane warzywa
szczególnie marchewka, a także
wyjątkowa przyprawa - czubryca.
Wiele osób, zwłaszcza dzieci
trudno przekonać do spożywania
jarzyn. Postanowiłam zatem
"przemycić" je w zupie.
Udało się doskonale :) Zupa została
w całości zjedzona ze smakiem, były nawet dolewki :)
500 g wołowiny gulaszowej, 3 marchewki, duża pietruszka, ćwiartka selera, 5 ziemniaków,
listek laurowy, 4 ziarna ziela angielskiego, kilka ziaren pieprzu, sól kamienna, pół łyżeczki
czubrycy, natka pietruszki do posypania.
Mięso umyłam, oczyściłam, zalałam zimną wodą i zagotowałam. Od razu po zawrzeniu
zmniejszyłam ogień do minimum. Po około 30 minutach dodałam jarzyny oraz przyprawy
bez czubrycy. Przykryłam i gotowałam dalej, do miękkości mięsa. W międzyczasie
obrałam ziemniaki, które pokroiłam w kostkę.
Miękkie mięso i warzywa wyjęłam, wywar przecedziłam. Do klarownego płynu włożyłam
ziemniaki. Z jednej marchewki wykroiłam gwiazdki do dekoracji a pozostałe wraz z selerem
i pietruszką zmiksowałam. Kiedy ziemniaki były miękkie wlałam warzywną pulpę,
wymieszałam. Powstała potrawa przypominająca krem, nie była jednak przesadnie gęsta.
Mięso podzieliłam na ładne, równe kawałki, włożyłam do zupy. Doprawiłam czubrycą,
przykryłam i zostawiłam na 5-7 minut, by odpoczęła.
Rozlałam do talerzy, przybrałam marchewkowymi gwiazdkami i natką pietruszki.
Postawiłam też na stole oliwę do polania zupy dla tych, którzy tak lubią.
Bardzo smacznie polecam :)
zupka, pełna warzyw i dobrego
mięsa. Degustujący ją goście,
w pierwszej chwili sądzili, że to
pomidorowa. Mylili się bardzo.
Złudzenie najpopularniejszej zupy
dawały zmiksowane warzywa
szczególnie marchewka, a także
wyjątkowa przyprawa - czubryca.
Wiele osób, zwłaszcza dzieci
trudno przekonać do spożywania
jarzyn. Postanowiłam zatem
"przemycić" je w zupie.
Udało się doskonale :) Zupa została
w całości zjedzona ze smakiem, były nawet dolewki :)
500 g wołowiny gulaszowej, 3 marchewki, duża pietruszka, ćwiartka selera, 5 ziemniaków,
listek laurowy, 4 ziarna ziela angielskiego, kilka ziaren pieprzu, sól kamienna, pół łyżeczki
czubrycy, natka pietruszki do posypania.
Mięso umyłam, oczyściłam, zalałam zimną wodą i zagotowałam. Od razu po zawrzeniu
zmniejszyłam ogień do minimum. Po około 30 minutach dodałam jarzyny oraz przyprawy
bez czubrycy. Przykryłam i gotowałam dalej, do miękkości mięsa. W międzyczasie
obrałam ziemniaki, które pokroiłam w kostkę.
Miękkie mięso i warzywa wyjęłam, wywar przecedziłam. Do klarownego płynu włożyłam
ziemniaki. Z jednej marchewki wykroiłam gwiazdki do dekoracji a pozostałe wraz z selerem
i pietruszką zmiksowałam. Kiedy ziemniaki były miękkie wlałam warzywną pulpę,
wymieszałam. Powstała potrawa przypominająca krem, nie była jednak przesadnie gęsta.
Mięso podzieliłam na ładne, równe kawałki, włożyłam do zupy. Doprawiłam czubrycą,
przykryłam i zostawiłam na 5-7 minut, by odpoczęła.
Rozlałam do talerzy, przybrałam marchewkowymi gwiazdkami i natką pietruszki.
Postawiłam też na stole oliwę do polania zupy dla tych, którzy tak lubią.
Bardzo smacznie polecam :)
poniedziałek, 26 marca 2012
Ogniste kotlety cielęco - wołowe
Był poważny plan - konkretny
i przemyślany. W początkowej
fazie sporządzania obiadu
rozpoczęła się improwizacja,
w wyniku której wszyscy byli
bardzo zadowoleni :)
350 g cielęciny, 250 g wołowej
pręgi, 2 garści ugotowanego ryżu,
3 jajka, 2 łyżki słodkiej papryki,
pieprz kolorowy i sól morska
do smaku, łyżka bułki tartej,
odrobina świeżo startej gałki
muszkatołowej, garść posiekanej
kolendry i garść melisy, pół strąka papryczki chili, 3 ząbki czosnku,
jedna cebula.
Mięso zmieliłam, dodałam dwa żółtka i jedno całe jajko, sól, paprykę,
pieprz, gałkę, posiekane zioła, rozgnieciony czosnek i drobno pokrojone
chili bez pestek. Wymieszałam i wstawiłam na 30 minut do lodówki.
Na patelni zeszkliłam posiekaną cebulę a kiedy wystygła dodałam do mięsa
wraz z ugotowanym i wystudzonym ryżem. Wsypałam bułkę tartą i ponownie
wymieszałam. Ubiłam na sztywno pianę z dwóch białek i bardzo delikatnie
połączyłam z mięsną masą.
Formowałam okrągłe, dosyć płaskie kotlety, obtaczałam w bułce tartej
i smażyłam na rozgrzanym oleju.
Gdy były z obu stron rumiane podlałam odrobiną wody, przykryłam
i wstawiłam do gorącego piekarnika na 5 minut.
Podałam z pieczonymi ziemniakami Wilmy Flinstone, kiszonymi
ogórkami oraz bukietem świeżych warzyw.
Bardzo smacznie polecam :)
i przemyślany. W początkowej
fazie sporządzania obiadu
rozpoczęła się improwizacja,
w wyniku której wszyscy byli
bardzo zadowoleni :)
350 g cielęciny, 250 g wołowej
pręgi, 2 garści ugotowanego ryżu,
3 jajka, 2 łyżki słodkiej papryki,
pieprz kolorowy i sól morska
do smaku, łyżka bułki tartej,
odrobina świeżo startej gałki
muszkatołowej, garść posiekanej
kolendry i garść melisy, pół strąka papryczki chili, 3 ząbki czosnku,
jedna cebula.
Mięso zmieliłam, dodałam dwa żółtka i jedno całe jajko, sól, paprykę,
pieprz, gałkę, posiekane zioła, rozgnieciony czosnek i drobno pokrojone
chili bez pestek. Wymieszałam i wstawiłam na 30 minut do lodówki.
Na patelni zeszkliłam posiekaną cebulę a kiedy wystygła dodałam do mięsa
wraz z ugotowanym i wystudzonym ryżem. Wsypałam bułkę tartą i ponownie
wymieszałam. Ubiłam na sztywno pianę z dwóch białek i bardzo delikatnie
połączyłam z mięsną masą.
Formowałam okrągłe, dosyć płaskie kotlety, obtaczałam w bułce tartej
i smażyłam na rozgrzanym oleju.
Gdy były z obu stron rumiane podlałam odrobiną wody, przykryłam
i wstawiłam do gorącego piekarnika na 5 minut.
Podałam z pieczonymi ziemniakami Wilmy Flinstone, kiszonymi
ogórkami oraz bukietem świeżych warzyw.
Bardzo smacznie polecam :)
poniedziałek, 19 marca 2012
Wielkanocny tatar siekany
Jutro pierwszy dzień wiosny :)
Ogromnie mnie to cieszy.
Coraz dłuższe dni wyzwalają
energię ukrytą pod resztkami
mijającej zimy. Najwyższy czas
zacząć organizować świąteczne
menu. Zaczynam od ulubionego
przez nas tataru. Prezentuję go
w nieco innej formie niż zwykle,
bowiem mięso jest posiekane
a nie zmielone. Oprócz stałych
przypraw wzbogaciłam jego
smak o odrobinę starowileńskiej
słoniny. Jest pyszny, aromatyczny, ma piękną barwę i konsystencję.
40 dag świeżej polędwicy wołowej, 5 żółtek, 10 dag wędzonej słoniny,
2 filety anchovies, 4 łyżki oliwy, sól, pieprz, łyżka musztardy sarepskiej,
łyżka octu balsamicznego.
Mięso umyłam, osuszyłam, oczyściłam z błon i posiekałam tasakiem.
Dodałam żółtka z wyszorowanych i wyparzonych wcześniej jaj,
musztardę, ocet balsamiczny, sól, świeżo utłuczony pieprz, filety anchovies
roztarte w moździerzu z oliwą oraz słoninę starowileńską, którą
posiekałam podobnie jak polędwicę, tasakiem.
Wszystkie składniki połączyłam dokładnie. Z mięsnej masy formowałam
podłużne kształty imitujące połówki jajek.
Ułożyłam na półmisku, podałam z posiekaną cebulą, drobno pokrojonym
ogórkiem kiszonym i pomidorkami koktajlowymi.
Przybrałam cytryną i natką pietruszki, skropiłam oliwą.
Bardzo smacznie polecam :)
Więcej pomysłów na mięsny tatar:
Tatar - małe kanapeczki.
Tatar w cytrynowych koszyczkach.
Tatar w miseczkach z cebuli.
Ogromnie mnie to cieszy.
Coraz dłuższe dni wyzwalają
energię ukrytą pod resztkami
mijającej zimy. Najwyższy czas
zacząć organizować świąteczne
menu. Zaczynam od ulubionego
przez nas tataru. Prezentuję go
w nieco innej formie niż zwykle,
bowiem mięso jest posiekane
a nie zmielone. Oprócz stałych
przypraw wzbogaciłam jego
smak o odrobinę starowileńskiej
słoniny. Jest pyszny, aromatyczny, ma piękną barwę i konsystencję.
40 dag świeżej polędwicy wołowej, 5 żółtek, 10 dag wędzonej słoniny,
2 filety anchovies, 4 łyżki oliwy, sól, pieprz, łyżka musztardy sarepskiej,
łyżka octu balsamicznego.
Mięso umyłam, osuszyłam, oczyściłam z błon i posiekałam tasakiem.
Dodałam żółtka z wyszorowanych i wyparzonych wcześniej jaj,
musztardę, ocet balsamiczny, sól, świeżo utłuczony pieprz, filety anchovies
roztarte w moździerzu z oliwą oraz słoninę starowileńską, którą
posiekałam podobnie jak polędwicę, tasakiem.
Wszystkie składniki połączyłam dokładnie. Z mięsnej masy formowałam
podłużne kształty imitujące połówki jajek.
Ułożyłam na półmisku, podałam z posiekaną cebulą, drobno pokrojonym
ogórkiem kiszonym i pomidorkami koktajlowymi.
Przybrałam cytryną i natką pietruszki, skropiłam oliwą.
Bardzo smacznie polecam :)
Więcej pomysłów na mięsny tatar:
Tatar - małe kanapeczki.
Tatar w cytrynowych koszyczkach.
Tatar w miseczkach z cebuli.
Etykiety:
anchovies,
mięso,
przekąski,
przystawki,
tatar,
uroczystości i święta,
Wielkanoc,
wołowina
piątek, 9 marca 2012
Pulpety w sosie z boczniaków i pomarańczowe purée
Lubimy nietypowe połączenia
smakowe. W prezentowanym
daniu nie ma nic nietypowego,
a jednak jest wyjątkowe, pyszne
i z pewnością jeszcze nie raz
do niego powrócimy.
Delikatne, soczyste pulpeciki
w aksamitnym boczniakowym
sosie w towarzystwie purée
z ziemniaków i marchewki
nasączone pomarańczowym
sokiem.
Pulpety: 250 g wołowiny,
250 g cielęciny, 200 g wieprzowej karkówki, cebula, garść posiekanej natki
pietruszki, 2 łyżki mielonych migdałów, sól, pieprz, czerwona słodka papryka,
2 jajka, łyżeczka bułki tartej, szczypta majeranku.
Mięso zmieliłam, dodałam pozostałe składniki, dokładnie połączyłam.
Uformowałam okrągłe pulpeciki, ugotowałam we wrzącej, osolonej wodzie.
Wyjęłam łyżką cedzakową, odłożyłam.
Sos: 250 g boczniaków, 100 ml białego, wytrawnego Martini, sól, pieprz,
szklanka bulionu warzywnego lub mięsnego, pół szklanki gęstej śmietany 12%,
łyżeczka soku z cytryny, łyżeczka mąki ziemniaczanej, szczypta rozmarynu.
Boczniaki oczyściłam i pokroiłam w kosteczkę. Zasmażyłam na patelni
z odrobiną oleju. Dodałam sól, pieprz i Martini. Kiedy wino wyparowało
podlałam bulionem warzywnym, doprawiłam sokiem z cytryny i świeżym,
posiekanym drobno rozmarynem. Dusiłam kilkanaście minut.
Mąkę ziemniaczaną wymieszałam ze śmietaną, wlałam do grzybów.
Do sosu włożyłam ugotowane wcześniej pulpety.
Purée: 5 ziemniaków, 5 marchewek, szklanka soku pomarańczowego, skórka
starta z jednej pomarańczy, sól, łyżka masła, łyżka gęstej śmietany 18%.
Ziemniaki obrałam i ugotowałam. Marchew obrałam, pokroiłam na małe
kawałki, zalałam pomarańczowym sokiem i ugotowałam.
Miękkie ziemniaki połączyłam z marchewką, dodałam masło, śmietanę
i startą skórkę. Ubiłam tłuczkiem. Za pomocą dwóch łyżek nadałam
kształt "klusek". Purée rozłożyłam na talerzach, wyłożyłam pulpety i sos.
Przybrałam listkami szpinaku i marchewkowymi gwiazdkami.
Bardzo smacznie polecam :)
smakowe. W prezentowanym
daniu nie ma nic nietypowego,
a jednak jest wyjątkowe, pyszne
i z pewnością jeszcze nie raz
do niego powrócimy.
Delikatne, soczyste pulpeciki
w aksamitnym boczniakowym
sosie w towarzystwie purée
z ziemniaków i marchewki
nasączone pomarańczowym
sokiem.
Pulpety: 250 g wołowiny,
250 g cielęciny, 200 g wieprzowej karkówki, cebula, garść posiekanej natki
pietruszki, 2 łyżki mielonych migdałów, sól, pieprz, czerwona słodka papryka,
2 jajka, łyżeczka bułki tartej, szczypta majeranku.
Mięso zmieliłam, dodałam pozostałe składniki, dokładnie połączyłam.
Uformowałam okrągłe pulpeciki, ugotowałam we wrzącej, osolonej wodzie.
Wyjęłam łyżką cedzakową, odłożyłam.
Sos: 250 g boczniaków, 100 ml białego, wytrawnego Martini, sól, pieprz,
szklanka bulionu warzywnego lub mięsnego, pół szklanki gęstej śmietany 12%,
łyżeczka soku z cytryny, łyżeczka mąki ziemniaczanej, szczypta rozmarynu.
Boczniaki oczyściłam i pokroiłam w kosteczkę. Zasmażyłam na patelni
z odrobiną oleju. Dodałam sól, pieprz i Martini. Kiedy wino wyparowało
podlałam bulionem warzywnym, doprawiłam sokiem z cytryny i świeżym,
posiekanym drobno rozmarynem. Dusiłam kilkanaście minut.
Mąkę ziemniaczaną wymieszałam ze śmietaną, wlałam do grzybów.
Do sosu włożyłam ugotowane wcześniej pulpety.
Purée: 5 ziemniaków, 5 marchewek, szklanka soku pomarańczowego, skórka
starta z jednej pomarańczy, sól, łyżka masła, łyżka gęstej śmietany 18%.
Ziemniaki obrałam i ugotowałam. Marchew obrałam, pokroiłam na małe
kawałki, zalałam pomarańczowym sokiem i ugotowałam.
Miękkie ziemniaki połączyłam z marchewką, dodałam masło, śmietanę
i startą skórkę. Ubiłam tłuczkiem. Za pomocą dwóch łyżek nadałam
kształt "klusek". Purée rozłożyłam na talerzach, wyłożyłam pulpety i sos.
Przybrałam listkami szpinaku i marchewkowymi gwiazdkami.
Bardzo smacznie polecam :)
piątek, 24 lutego 2012
Arancini di riso
potrawa - przekąska, która
pochodzi z Sycylii.
Arancini smaży się w głębokim
tłuszczu i podaje na gorąco,
choć równie dobrze smakują
też zimne. Najbardziej znany
farsz składa się miedzy innymi
z mielonego mięsa, groszku
i pomidorów. Mnie zachwyciły
arancini nadziewane mozarellą
i warzywami. Wrócę do nich
niebawem, a dziś proponuję
i zapraszam na gorące, sycylijskie kule wypełnione aromatycznym spełnieniem.
Ryż: 300 g ryżu, 1 cebula, 100 g masła, kieliszek białego wytrawnego wina,
około 650 ml wywaru warzywnego lub mięsnego, jajko, 3 łyżki parmezanu.
W głębokiej patelni roztopiłam masło i zeszkliłam na nim drobno pokrojoną
cebulę. Wsypałam ryż, chwilkę smażyłam po czym wlałam wino. Po chwili
wlałam wywar mięsny, przykryłam i zostawiłam na niewielkim ogniu.
Gdy ryż wchłonął cały płyn wymieszałam i zdjęłam z gazu. Odstawiłam
do wystygnięcia. Przed formowaniem kul dodałam parmezan i jajko.
Farsz: 250 g wołowiny, 150 g cielęciny, 1 cebula, 1oo g mrożonego groszku,
albo groszku z puszki (użyłam z puszki), 2 pomidory, 2 gałązki selera
naciowego, garść posiekanej natki pietruszki, 2-3 łyżki zmielonych migdałów,
chlust oliwy, sól, pieprz, kieliszek czerwonego wytrawnego wina.Na patelni rozgrzałam oliwę. Podsmażyłam posiekaną cebulę wraz z drobno
pokrojonym selerem naciowym. Dodałam mięso, które wcześniej zmieliłam
w maszynce. Smażyłam kilka minut cały czas mieszając. Pomidory sparzyłam,
obrałam ze skóry, pokroiłam i dodałam do mięsa. Wlałam wino, doprawiłam
solą i pieprzem, dusiłam tak długo, aż wino odparowało. Na końcu dodałam
groszek i natkę pietruszki, odstawiłam do wystygnięcia. Do zimnego farszu
wsypałam mielone migdały - w zastępstwie bułki tartej. Wymieszałam.
Dużą łyżką nabierałam ryż i trzymając go w dłoni nakładałam farsz.
Przykrywałam kolejną łyżką ryżu, zlepiałam dokładnie formując kulę.
Arancini wstawiłam na godzinę do lodówki, by ładnie się związały.
Panierowałam w mące, rozmąconym jajku i w bułce tartej, wrzucałam
partiami do frytkownicy na głęboki, rozgrzany tłuszcz.
Po usmażeniu wyłożyłam na papierowe ręczniki, osuszyłam.
Bardzo smacznie polecam.
Buon Appetito :)
sobota, 14 stycznia 2012
Klops gotowany
Prezentuję kolejną potrawę
tradycyjnej kuchni kociewskiej.
Gotowane klopsy z mieszanego
mięsa z dodatkiem boczku,
skąpane w słodko - kwaśnym
sosie. Prawdziwa rozkosz
dla podniebienia.
70 dag mięsa: wołowa ligawa,
wieprzowa łopatka i cielęcina,
20 dag świeżego boczku,
duża cebula, 2-3 jaja, sól, pieprz,
pęczek posiekanej natki
pietruszki, 4 łyżki bułki tartej.
Mięso i boczek zmieliłam, dodałam jaja, natkę, bułkę tartą oraz sól i pieprz.
Wyrobiłam, odstawiłam do lodówki na godzinę, by smaki się przegryzły.
Ugotowałam warzywny wywar: 3 marchewki, kawałek selera, pietruszka,
kawałek pora, 2-3 liście laurowe, 4-5 ziaren ziela angielskiego,
kilka ziaren pieprzu, łyżeczka morskiej soli.
Gdy warzywa zmiękły wyjęłam je - marchewkę pokroiłam drobno.
Z mięsa uformowałam nieduże klopsiki, wrzucałam do wrzącego wywaru.
Ugotowane kulki wyjęłam, płyn przecedziłam. Zagęściłam go mąką
wymieszaną ze słodką śmietaną 18%. Doprawiłam cukrem i sokiem z cytryny.
Do gęstego sosu włożyłam klopsiki i marchewkę oraz garść koperku.
Podałam z tłuczonymi ziemniakami i kiszoną kapustą czerwoną i białą.
Bardzo smacznie polecam :)
tradycyjnej kuchni kociewskiej.
Gotowane klopsy z mieszanego
mięsa z dodatkiem boczku,
skąpane w słodko - kwaśnym
sosie. Prawdziwa rozkosz
dla podniebienia.
70 dag mięsa: wołowa ligawa,
wieprzowa łopatka i cielęcina,
20 dag świeżego boczku,
duża cebula, 2-3 jaja, sól, pieprz,
pęczek posiekanej natki
pietruszki, 4 łyżki bułki tartej.
Mięso i boczek zmieliłam, dodałam jaja, natkę, bułkę tartą oraz sól i pieprz.
Wyrobiłam, odstawiłam do lodówki na godzinę, by smaki się przegryzły.
Ugotowałam warzywny wywar: 3 marchewki, kawałek selera, pietruszka,
kawałek pora, 2-3 liście laurowe, 4-5 ziaren ziela angielskiego,
kilka ziaren pieprzu, łyżeczka morskiej soli.
Gdy warzywa zmiękły wyjęłam je - marchewkę pokroiłam drobno.
Z mięsa uformowałam nieduże klopsiki, wrzucałam do wrzącego wywaru.
Ugotowane kulki wyjęłam, płyn przecedziłam. Zagęściłam go mąką
wymieszaną ze słodką śmietaną 18%. Doprawiłam cukrem i sokiem z cytryny.
Do gęstego sosu włożyłam klopsiki i marchewkę oraz garść koperku.
Podałam z tłuczonymi ziemniakami i kiszoną kapustą czerwoną i białą.
Bardzo smacznie polecam :)
Etykiety:
boczek,
cielęcina,
kiszona kapusta,
kotleciki,
mięso,
pulpety,
smaki Kociewia,
sos,
warzywa,
wieprzowina,
wołowina
Subskrybuj:
Posty (Atom)












